Pielęgniarki twierdzą, że nic nie słyszały. 41-latek trafił w nocy przed zamknięte drzwi izby przyjęć z ostrym zawałem serca. Przez 5 minut dzwonił po pomoc, ale nikt nie otworzył. Życie uratowali mu ratownicy z wezwanej na miejsce karetki. Sprawą zajmuje się już prokuratura.