Sejm przyjął ustawę o blokowaniu treści przez UKE. Czy to oznacza cenzurę internetu?

Wait 5 sec.

Z powodu niedawnych ataków nożowników w polskich szkołach, 8 października pod głosowanie w Sejmie trafiła (po raz kolejny) nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. I Sejm ją przyjął. Nowe prawo ma “skończyć z patologiami w internecie”, a konkretniej — dać UKE możliwość wydawania nakazów blokowania treści i blokowania stron. Choć ustawę poddano pod głosowanie w wyniku poruszających społeczeństwo ataków w szkołach, to wbrew krążącym po internecie opiniom, ta ustawa nie powstała ani jako reakcja na ataki nożowników, ani jako “wdrażanie DSA”. To nieco bardziej złożone. A czy wprowadza ona cenzurę internetu? To już ocenicie sami po lekturze poniższych akapitów.Kto i jak głosował?Z kronikarskiego obowiązku, odnotujmy, że za projektem głosowało 242 posłów, przeciw było 61, wstrzymało się 136, a 21 w ogóle nie głosowało. Poniżej wizualizacja tego, jak głosował dany poseł bazująca na danych sejmowych:Nowelizacja UŚUDE?Ponieważ dużo było ostatnio różnych prób nowelizacji Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (por. Znów próbują przepchnąć cenzurę w internecie?), a komentarze dotyczące nowelizacji z racji czasu i powodu jej poddania pod głosowanie są skrajnie polityczne a nie merytoryczne (i to z obu plemion), to zacznijmy od uporządkowania kilku kwestii.Przyjęty w czwartek projekt (druk 2693) dotyczył trudnego zagadnienia, które jako Niebezpiecznik po raz ostatni poruszaliśmy w styczniu ubiegłego roku. Chciano wtedy pozwolić Urzędowi Komunikacji Elektronicznej (UKE) na wdawanie nakazów podjęcia działań przeciwko “nielegalnym treściom”. W ubiegłym roku proponowano, aby o takie nakazy mogły występować: policja, usługobiorca lub “zaufany podmiot sygnalizujący” a także… “ten, czyje dobro osobiste zostało naruszone”.Ten ostatni pomysł (UKE stojące na straży dóbr osobistych) był bardzo dziwny. Co więcej, UKE miałby wydawać decyzje, które nakazują uniemożliwienie dostępu do nielegalnych treści i samodzielnie miał uznawać co jest legalne, a co nie. Owszem, przewidziano możliwość złożenia skargi do sądu administracyjnego, ale sama decyzja miała podlegać wykonaniu natychmiast. Nawet zakładając dobrą wolę UKE, budziło to kontrowersje.Sejm, Senat i veto PrezydentaProjekt trafił do Sejmu we wrześniu 2025r. (jako druk 1757), a następnie w grudniu 2025 trafił do Senatu. Ale Prezydent zawetował projekt 9 stycznia 2026 roku. Zdaniem Prezydenta, choć ogólne cele ustawy były słuszne, to organ rządowy taki jak UKE nie powinien ingerować w wolność słowa. Owszem, czasem tę wolność trzeba ograniczyć, ale wówczas — zdaniem Prezydenta — powinna za tym stać decyzja sądu. Poza tym w ocenie Prezydenta istnieją (już) inne mechanizmy przeciwdziałania nielegalnym treściom.“Zły Prezydent blokuje unijny akt o usługach cyfrowych!”Tu wypada dodać, że zawetowana przez Prezydenta nowelizacja była też przez rząd uzasadniana potrzebą wdrożenia DSA, czyli unijnego aktu o usługach cyfrowych. Ostatecznie jednak przepisy DSA w Polsce wdrożyła inna nowelizacja Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (z dnia 4 września 2026r., nr druku sejmowego 2694) i ta została przez Prezydenta podpisana 25 września 2026r. Więc zarówno nie jest prawdą, że Prezydent zablokował wdrożenie DSA w Polsce jak i nie jest prawdą, że najnowsza próba nowelizacji Ustawy (ta z czwartku) wynika z “potrzebny wdrożenia unijnego aktu o usługach cyfrowych”. DSA został już w Polsce wdrożony. No to po co kolejna nowelizacja Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną? Otóż poprzednia, podpisana przez Prezydenta nowelizacja nie zajmowała się w ogóle uprawnieniami UKE do blokowania treści. A rząd tego bardzo chce.UKE i KRRiT oraz nakazy blokowania treści — czy nowe podejście jest lepsze?Pomysł nowych uprawnień dla UKE powrócił więc w postaci druku 2693, który do Sejmu wpłynął w czerwcu tego roku. Wprowadza on do ustawy rozdział 2a przewidujący wydawanie “nakazów podjęcia działań przeciwko nielegalnym treściom i nakazy usunięcia ograniczeń nałożonych przez dostawcę usługi hostingu”.Aktualnie system tych nakazów miałby działać według następujących zasad:O wydanie nakazu mogą wystąpić:Prokurator,Policja,organ Krajowej Administracji Skarbowej,uprawniony z tytułu praw autorskich lub praw pokrewnych,usługobiorca.Organami właściwymi do rozpatrywania wniosków są:Przewodniczący KRRiT w zakresie treści występujących w usłudze platformy udostępniania wideo;Prezes UKE w zakresie innych treści.Osoby uczestniczące w rozpatrywaniu wniosków nie mogą należeć do partii politycznej ani manifestować swoich poglądów.Właściwy organ niezwłocznie zawiadamia dostawcę usług pośrednich o otrzymaniu wniosku oraz możliwości przedstawienia przez usługobiorcę, który umieścił treść będącą przedmiotem wniosku, stanowiska w sprawie.Wnioskodawca jest obowiązany przedstawić, wraz ze składanym wnioskiem, wszystkie dowody pod rygorem utraty prawa do ich powoływania w toku dalszego postępowania.W wyniku postępowania przeprowadzonego na skutek wniesienia wniosku właściwy organ wydaje decyzję, w której nakazuje zablokowanie treści lub odmawia nakazania blokady bo ustalono, że kwestionowane treści nie są nielegalne.Czyli mamy coś w rodzaju namiastki postępowania dowodowego, a nie tylko arbitralnej decyzji UKE o zablokowaniu treści. W równaniu pojawia się też KRRiT. To jednak nie koniec zmian, bo jeśli decyzji o zablokowaniu nie da się wykonać, to właściwy organ może zgłosić domenę internetową do rejestru domen internetowych wykorzystywanych do rozpowszechniania nielegalnych treści. Rejestr będzie prowadził UKE, a przedsiębiorcy telekomunikacyjni będą musieli blokować widniejące w nim strony. (I tak, dobrze się domyślacie, będzie to łatwe do obejścia blokowanie na warstwie DNS). Poniżej cytat, który dotyczy mechanizmu blokowania.9. Przedsiębiorca telekomunikacyjny, o którym mowa w ust. 7, jest obowiązany do nieodpłatnego:1) uniemożliwienia dostępu do stron internetowych wykorzystujących nazwę domeny internetowej wpisanej do rejestru przez ich usunięcie z systemów teleinformatycznych tych przedsiębiorców telekomunikacyjnych służących do zamiany nazw domen internetowych na adresy IP, niepóźniej niż w terminie 48 godzin od dokonania wpisu do rejestru;2) przekierowania połączeń odwołujących się do nazwy domeny internetowej wpisanej do rejestru do strony internetowej prowadzonej przez Prezesa UKE, zawierającej komunikat informujący o wpisaniu szukanej nazwy domeny internetowej do rejestru;Przewidziano możliwość wniesienia sprzeciwu do decyzji do Sądu powszechnego. Ustawa ma wejść w życie po 3 miesiącach od dnia ogłoszenia. W toku prac Sejmowych przyjęto jeszcze poprawkę mówiącą, iż decyzji o zablokowaniu treści nadaje się rygor natychmiastowej wykonalności, jeżeli decyzja ta dotyczy nielegalnych treści związanych z wykorzystywaniem małoletnich lub zwierząt.To nie reakcja po atakach nożownikówChoć niektóre media nazwały czwartkowe uchwalenie nowelizacji “reakcją na ataki nożowników” i rzeczywiście, mniej siedzący w temacie obserwatorzy sceny politycznej mogli odnieść wrażenie, że była to “błyskawiczna odpowiedź rządu i posłów na incydenty w polskich szkołąch, które miały miejsce w ostatnich dniach”, to warto jednak zauważyć, że Sejm nie może na nic reagować tak szybko. Ten projekt wpłynął do Sejmu jeszcze w czerwcu 2026r. i był reakcją na coś zupełnie innego — na weto Prezydenta a przede wszystkim wynikał z jeszcze wcześniejszej woli politycznej, aby UKE miał nowe uprawnienia. Należałoby więc raczej powiedzieć, że Sejm po prostu znalazł “bardzo korzystny emocjonalnie moment” na przegłosowanie kolejnej iteracji ustawy. Zwłaszcza, że tego projektu nie było w oryginalnym porządku obrad a wrzucono go na ostatnią chwilę.Drugie weto Prezydenta?Trudno przewidzieć jaka będzie reakcja Prezydenta, zważywszy na to, że jego główne zastrzeżenia nie zostały w tym projekcie uwzględnione. Nadal przewidziana jest taka procedura blokowania treści, która oparta jest o decyzje organu rządowego. Cenzura internetu to trudny temat…Kiedy ostatnio opisywaliśmy losy tej ustawy, to pisaliśmy, że przepisy w zakresie blokowania treści powinny być lepiej konsultowane. Teraz klimat polityczny może chwilowo sprzyjać blokowaniu treści w internecie (bo jak wiadomo, bezpieczeństwo dzieci to jeden z lepszych argumentów w dyskusji politycznej), ale warto pamiętać o jednej rzeczy. Blokowanie treści — jakie by nie było i jak nie byłoby realizowane — nie rozwiąże zasadniczo problemów pt. atak nożownika w szkole. Bezpieczeństwo społeczeństwa zależy od wydajności całego systemu państwowego w zakresie edukacji, opieki nad dziećmi, działań służb bezpieczeństwa wewnętrznego, wsparcia dla zdrowia psychicznego, czy wsparcia dla uczniów i rodziców. Zwłaszcza rodzice mają wpływ na to, co dzieci mogą robić na swoich smartfonach, konsolach i komputerach. Problem w tym, że mało który rodzic wie jak ograniczać takie treści (choć jest to stosunkowo proste), a prawie żadna szkoła czy instytucja publiczna mu w zdobyciu tej wiedzy nie pomaga. I oczywiście, że raczej nikt normalny nie będzie płakać po zdjęciu z tiktoka nagrania, na którym dzieciak wymachujący nożem zapowiada masakrę lub nawołuje do “zapierdolenia” nauczycieli i uczniów z danej placówki. Ale czy taki materiał nie zrobi przypadkiem milionowych zasięgów zanim dosięgnie go ręka treści blokująca? Bo jeśli takie treści robią takie zasięgi, to znaczy, że mamy w społeczeństwie poważniejszy problem. I raczej jedna ustawa dająca UKE uprawnienia blokowania treści nie zapobiegnie skutkom takich zjawisk jak rosnąca agresja i polaryzacja, pogoń mediów i amplifikacja treści sensacyjnych, brak odróżniania faktów od opinii, czy erozja szacunku dla funkcjonariuszy publicznych (w tym nauczycieli).Na koniec jak zwykle trzeba też zadać pytanie, czy ktoś będzie kontrolował kontrolujących? I kto to miałby być? No i poruszyć ten najmniej wygodny problem — czy w ogóle takie zmiany w prawie są potrzebne, skoro działania policji w ostatnich dniach pokazały, że można sprawnie namierzyć setki małolatów — i tych, którzy faktycznie mają nie po kolei w głowie i tych, którzy jeszcze nie znają tego, jak subtelna jest granica między niesmacznym “żartem”, a penalizacją wynikającą z kodeksu karnego. Trzeba też przypomnieć, że polskie prawo daje możliwość blokowania stron ABW, a agencja z tego prawa już z powodzeniem korzystała blokując treści publicznego nawoływania do popełnienia przestępstw przeciwko ludzkości.Wdrożenie skutecznej, zasadnej i sprawiedliwej blokady treści to nie jest łatwy temat. Trzeba bardzo uważać, aby nie popełnić tego błędu: