Choć politycy kłócą się o veto prezydenta, prawda o aferze ZondaCrypto jest brutalna: nowe przepisy nie uratowałyby klientów, bo giełda działa na licencji z Estonii. Ekspert wyjaśnia, dlaczego polski nadzór ma związane ręce, a szanse na odzyskanie utraconych milionów są obecnie bliskie zeru.